Wstęp
W świecie wiary, ale i nie tylko, panuje dosyć niska tendencja by rozważać sens tego, co uznajemy za oczywiste. Kiedy ostatnio zastanawialiście się nad tym, dlaczego właściwe jest nie kłamać? Albo czy prawda, którą uznajemy, jest rzeczywiście (nomen omen) rzeczywistością? Jest to raczej coś, co codzienne życie wtłacza nam do głów, bo daje nam to spokój, ale jednocześnie w miarę zgadza się z naszą percepcją otaczającego nas świata. Przykładów można by mnożyć jeszcze przez chwilę, wystarczyłoby rzucić się w półkę biblioteczną działu filozofii by dowieść prawdziwości tej myśli. Dziś chciałbym jednak skupić się na jednym z ciekawszych dogmatów, którego w naszej kulturze, przez wieki, proces wtłaczania był tak potężny oraz skuteczny, że stał się niekwestionowalny w sensie uważania za oczywistość. Dogmat ten jest dogmatem chrześcijańskim, jednym z wielu, a stanowi on o tym, że Bóg (Yahwe, i będę tych terminów używał naprzemiennie) jest istotą dobrą.
Technikalia. Jeżeli będę cytował Biblię, to z UBG (Uwspółcześniona Biblia Gdańska). Głównie dlatego, że Gdańska jest moją ulubioną aczkolwiek język w niej jest dosyć zniechęcający dla powszechnego czytelnika, ze względu na styl, bowiem jest to tłumaczenie względnie stare. Warto również wspomnieć, że jako ateusz, zupełnie nie wierzę w Boga i to co Biblia mówi, natomiast jako ćwiczenie intelektualne, postaram się wejść w te buty choć na chwilę.
Istota
Za Pierwszą Mojżeszową (1:26-27) powtórzmy:
Potem Bóg powiedział: Uczyńmy człowieka na nasz obraz według naszego podobieństwa; niech panuje nad rybami morskimi i ptactwem niebieskim, nad bydłem i całą ziemią oraz nad wszelkimi zwierzętami pełzającymi, które pełzają po ziemi. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył; stworzył ich mężczyzną i kobietą.
Powtarzając to doliczamy się dwukrotnego aż podkreślenia, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Możemy więc bezpiecznie założyć, że choć częściowo natura ludzka będzie odzwierciedleniem boskiej. Wiemy przecież z tej samej Biblii, z której przed chwilą cytowaliśmy, że Bóg np. lubi się pogniewać, jest zazdrosny albo mściwy. Idąc tym tokiem myślenia możemy pójść w nawet śmielsze założenia. Skoro ludzie mogą być nikczemni i źli, czy sam Bóg nie może? Wydaje mi się, że może. Nierozsądnym byłoby zakładać inaczej, głównie ze względu na fakt odrzucenia rzeczy oczywistej, która wcale nie musi być odrzucona. Sam fakt samostanowienia o sobie jako dobrym, nie czyni dobrym, a kłamstwo i egocentryzm również leży w naturze ludzkiej, która to może jest odbiciem tego co Bóg sobą reprezentuje.
Czyny, nie słowa
Sama Biblia wielokrotnie stanowi o tym, że Bóg jest dobry (I Kronik 16:34), o czym już napomknęliśmy, jednakże jako że nie jest to wiarygodne źródło informacji w kontekście omawianego tematu, dlatego że autorem jest de facto sam się określający, będziemy ją traktować nie jako dowód, lecz jako zbiór tego o czym stanowi i kwestionować to co mówi. Mówić bowiem można wiele, a rzeczywistość jest jaka jest. Będziemy wybierać i omawiać raz po raz, albo wersy, albo myśli, nie traktując samego tekstu Biblii jako jakiekolwiek dowodu na zaprzeczenie wniosków, które wyciągniemy z faktów. Byłoby to co najmniej nierozsądne. Będziemy przyłapywać treść tej księgi na kłamstwie, więc nie będziemy wierzyć w to co mówi, gdy kontruje nasz argument. Kontrargumenty czerpać będziemy z rzeczywistości, jak najlepiej potrafimy. Czy będzie to wystarczające? Ocena nie należy do mnie, gdyż ja zawsze ocenię się pozytywnie.
Celowość, albo jej brak
Ja jako chrześcijanin, kiedyś, zastanawiałem się po co w sumie człowiek powstał. Wiodącą wtedy narracją, która towarzyszyła mojemu otoczeniu, była stanowiąca o miłości Boga tak wielkiej, że chciał ją przelać w coś, gdzie będzie mogła emanować, dawać piękno, radość i nieskończoną cudowność. Była to narracja w świetle myślenia młodego adepta zielonych świąt bardzo przekonująca, no bo przecież nasz cudowny Pan chce dać nam wszystko co najlepsiejsze i najcudowniejsze, a bez nas nie będzie mógł nam tego dać. Jaki niesamowity stwórca! Lepszy się nam nie mógł trafić. Czas jednak wystawił na próbę to twierdzenie. Pierwsza instancja owej próby, która zmaterializowała się gdzieś tam podczas skłonów w stronę poszukiwań, odbyła się myślą potrzeby usankcjonowania sobie tego poglądu. Problem pojawił się wtedy, gdy okazało się że w samym piśmie świętym nie ma absolutnie nic wspomniane o tym, po co, i dlaczego, człowiek został stworzony. Można więc przypuszczać wiele, ale jakbyśmy spojrzeli na to z odrobinę innej strony...
Czy istnieje szansa, że człowiek został stworzony dlatego, że Bóg sobie wybrał takie widzimisię? Że całe stworzenie wszystkiego co żywe, mogło być efektem np. nudy, albo małej potrzeby bycia lubianym? Może było to spełnienie swoich własnych potrzeb. Odzew natury, niczym instynkt macierzyński, który sprawił potrzebę spełnienia się jako opiekun i ojciec. Co stoi na przeszkodzie, żeby postawić tezę, że cały ambaras z tworzeniem wszystkiego co żywe i mające świadomość było tylko odpowiedzią na to, że Pan Bóg, tak cudowny, jest egocentrycznym samolubem? Trzeba powiedzieć, że sprowadzanie do życia świadomej istoty nie jest rzeczą trywialną. Można to porównać odrobinę do dziecka. Jeżeli z durnych pobudek, bądź egocentrycznych zachcianek sprowadzimy na świat małą świadomą istotę, nie będąc w pełni świadomym co to oznacza, sprawi to ból tejże osobie, która zupełnie nie pisała się na taki los. I to, że może się wykaraska i będzie miała piękne życie, jest marną pociechą, bo równie prawdopodobne jest, że wcale się nie wykaraska i w cierpieniu sczeźnie.
Samolub. Słowo to brzmi dosyć łagodnie. Z kolejnymi akapitami jednak przemienimy je w bardziej dosadne, poruszając co niesie za sobą fakt stworzenia świadomej istoty w takim a nie innym środowisku.
Iluzja wyboru
Jednym z najciekawszych, moim zdaniem, argumentów, które w świetle argumentacji chrześcijańskiej, decymują argumentację o istnieniu wolnej woli, jest problem środowiska, które stworzył sam twierdzący, że ową podarował. Twierdzę tak dlatego, że od samego początku stworzenia, nie ma za bardzo alternatywy do bezwzględnego posłuszeństwa. Zacznijmy tę myśl od przykładu.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której jesteśmy uczniakiem w szkole podstawowej. Chodzimy z zapałem, by zdobywać coraz to więcej informacji, które bardziej lub mniej wprawiają nas w chęć kontynuowania tego procesu. Jesteśmy jednak w szkole, w której to trzeba nazywać nauczycieli mistrzami, a siebie określać mianem robaków i na ich oczach, na rozkaz, polizać podłogę. Odstępstwa od tej reguły są karane niezdaniem przedmiotu, niezależnie od oceny, którą dostajemy. Jesteśmy więc w sytuacji, w której musimy poniżać siebie, by uzyskać wysoką ocenę, bo przecież chcemy pójść na dobre studia, tracąc tym samym godność. Ale przecież możemy to przemęczyć i pójść na te studia, prawda? Płacimy "niewielką" cenę, by zdobyć szczyt góry, by dostać się do upragnionego. Możemy też tego nie robić, ale wtedy świadectwo pełne niedostatków miast celujących, nie poniesie nas daleko w akademickiej karierze. Mamy więc wybór. Poniżyć się i zdobyć nagrodę, albo tego nie robić i stracić przyszłość, o której tak bardzo marzymy.
Bóg wszechmocny stawia nas w dokładnie tej samej sytuacji, tylko z troszkę cięższymi konsekwencjami. Mamy do wyboru albo bezwzględne posłuszeństwo, które wiedzie do nieba, albo brak posłuszeństwa, które niesie nas w odmęty piekielne i wiekuistą mękę. Mamy więc iluzję wyboru, ponieważ wybór między złym i gorszym nie jest wyborem. To tak jak dać wybór "poddaj się, a nic Ci nie zrobię" przez szkolnego zbója, albo "poddajcie się a nikt nie zginie" przez wrogiego najeźdźcę. Brzmi trochę jak szantaż. Cudownie miłościwy Bóg, który wcale nie jest egocentrykiem, każe Ci słuchać się bezwzględnie i robić dokładnie to co on sobie wymarzył (łącznie z uwielbieniem (Powtórzonego Prawa 6:13)), albo umrzesz by wiecznie cierpieć. Nie możesz po prostu nie chcieć uczestniczyć w tym ambarasie. Względnie prosty wybór przestaje być prosty, w momencie w którym Twoja świadomość nie chce być laleczką na usługach despoty. Niezależnie od tego, czy owy despota daje Ci w nagrodę cokolwiek. Marchew na kiju wydaje się być emanacją świadomości tego, że wiele "stworzeń" nie chciałoby jednak uczestniczyć w procesie budowania ego króla i władcy, czyli bardzo nieudolnym wytrychem stworzonym przez zakompleksionego megalomana, by wabić coraz to więcej wielbicieli. Jest to o tyle dodatkowo ciekawe, że niezależnie czy Twoje życie będzie przebiegało "dobrze" albo "źle", efekt braku podporządkowania jest taki sam. Wieczna męka, bo śmiałeś nie chcieć być częścią tego, na co się nie pisałeś.
Wrogie środowisko
Cudowny miłościwy Bóg, stworzył człowieka i dał mu możliwość podziwiania swojego stworzenia. Stworzenia, które dzień po dniu zmaga się z faktem bycia gdzieś pod kimś w łańcuchu pożywienia. Stworzenia, które średnio wie co się dzieje, ale jak się wywróci gdzieś w lesie i złamie nogę, to będzie umierać w cierpieniach godzinami, bez szans na jakąkolwiek pomoc. Stworzenia, które musi wybierać, czy przeżyje, czy nie przeżyje, selekcjonując, które dziecko nie dostanie jedzenia. A poruszyliśmy problemy tylko zwierząt na razie. One nikomu owocu znikąd nie urwały. Pytanie, które tym rantem pozwalam sobie zapowiedzieć, jest następujące: Po co tworzyć środowisko, które jest z założenia środowiskiem wrogim? Po co tworzyć cierpienie, gdy jest ono całkowicie zbędne? Po co tworzyć warunki nieidealne, kiedy nieskończona miłość sugeruje zupełnie odwrotne postanowienie?
Słysząc odpowiedź, że przecież to wina samych ludzi, bo ośmielili się zerwać owoc, tylko jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy do czynienia z niestabilnym emocjonalnie dyktatorem. Bo nawet jeśli Ewa z Adamem "sobie nagrabili", to co zrobiły te biedne zwierzęta? Co zrobiły następne pokolenia ludzi, że muszą znosić te męki? Co zrobiły następne pokolenia kobiet, że muszą znosić ból tworzenia nowych istot? Brzmi trochę jak taktyka zbiorowej odpowiedzialności, która to nie ma zbyt dobrej opinii w społeczeństwie, a jej stosowanie uznaje się za delikatnie mówiąc, niewychowawcze. Jest to przypominam kara, nie za niemoralne (na ten lub tamten czas) występki, mord, czy cięższe zbrodnie, lecz nieposłuszeństwo. Tylko. Cierpi cały świat świadomych i nieświadomych istot, dlatego że ktoś się nie posłuchał. "Niech mają za to że się nie posłuchali. Będą cierpieć na wieki, bo śmieli naruszyć majestat najlepszego stworzyciela" niesie się echem po ziemi, jak krzyk dwunastoletniego sadysty, który lupą pali mrówki, które akurat przechodziły chodnikiem posesji jego rodziców.
Korekcja niedoróbek
Ciekawą rzeczą, że Bóg nieomylny i cudowny w naturze, nie do końca polubił swoje stworzenie. Nie polubił go do tego stopnia, że stwierdził, że już go nie chce. Zabawka okazała się nie nazbyt satysfakcjonująca, więc należało się jej pozbyć. Z Rodzaju 6:5-7:
A gdy PAN widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i wszystkie zamysły i myśli ich serca były tylko złe po wszystkie dni; Żałował PAN, że uczynił człowieka na ziemi, i ubolewał nad tym całym sercem. I PAN powiedział: Zgładzę z powierzchni ziemi człowieka, którego stworzyłem, zarówno człowieka, jak i bydło, zwierzęta pełzające i ptactwo niebieskie, bo żałuję, że ich uczyniłem.
Usprawiedliwiamy więc złem fakt chęci zamordowania przez utopienie, bezpiecznie jest powiedzieć, setek tysięcy, jak nie milionów ludzi (ziemia na tym etapie miała już 1600 lat, a ludzie żyli lat setki, jak Adam 930), nie wiedząc do końca czym to zło jest, polegając tylko na tym, że tak stwierdził autor stwierdzenia. Fajnie więc, że stworzyłem ludzi, którzy niekoniecznie chcieli być stworzeni, ale dodatkowo zrobiłem marną robotę i mi się nie spodobała, więc trzeba ich wszystkich zabić, bo tak się właśnie rozwiązuje problemy. Jeżeli iść tropem rozhisteryzowanego chłoptasia, któremu już nie podobają się klocki, to zwykłe niechcenie płaszczenia się przed majestatem może być wystarczającym powodem do ludobójstwa. Nie ma tutaj usprawiedliwienia. Jedynym powodem ZAMORDOWANIA POPRZEZ UTOPIENIE nie wiadomo na tym etapie ilu ludzi, ale ilu by ich nie było, nie zmienia to postaci rzeczy, był fakt, że miłosiernemu Yahwe nie podpasowali. W moim ulepionym garnuszku jest krzywe ucho, więc garnuszek należy zetrzeć na pył.
Mrówki i lupa
Jedną z historii, które najlepiej pokazują naturę Yahwe jest historia nieposłuszeństwa Saula wobec rozkazu amalekickiej rzezi. Jest to jeden z moich ulubionych argumentów na to, że Bóg wcale nie jest taki fajny, jakim się go maluje (zaraz obok przyzwolenia na niewolnictwo (Wyjścia 21:21 lub z nowego Efezjan 6:5-9)). Bóg w ramach zemsty (miłość tak bardzo) za atak Amalekitów na Izraelitów, postanawia wyrżnąć w pień ich wszystkich (I Księga Samuela 15:2). Ciekawym spostrzeżeniem może być fakt, że nie swoimi rękoma, tylko rękoma Izraelitów. Podczas procesu eradykacji tej nacji pojawia się nam historia Saula i jego "pazerności", którą Bóg karze. Przyjrzyjmy się owej "pazerności".
Cała historia jest opisana w 1 Księdze Samuela, w rozdziale 15, ale pozwolę ją sobie streścić. Był sobie Saul. Saul dostał w prezencie od Boga koronę nad Izraelem. Dostał jednakże w spadku z ową koroną spełnienie nieswojego zamiaru, czyli zemstę na Amalekitach. Jednak zemsta ta, miała być dosyć brutalna. I tutaj posłużę się cytatem, żeby wybrzmiało to co się tam właściwie zadziało (1 Ks. Samuela 15:3):
Teraz idź, pobij Amaleka i zniszcz wszystko, co ma. Nie lituj się nad nimi, lecz zabijaj i mężczyzn, i kobiety, dzieci i niemowlęta, woły i owce, wielbłądy i osły.
Mężczyzn, kobiety, dzieci i niemowlęta. Ale żebyś nie zapomniał, że ich nie lubię bardzo, to jeszcze wszystkie zwierzęta. Jednym słowem, Bóg miłosierny wydaje rozkaz ludobójstwa, bo operacją militarną tego nazwać nie można. Saul jednak nie do końca słucha tego co Bóg mówi, oszczędzając króla, zwierzynę oraz to co wydało mu się przydatne i nie warte zniszczenia. Bogu się to nie spodobało, co skwitował słowami, że żałuje uczynienia go królem. Saul stwierdził, że nie wyrżnie wszystkiego, więc mu się dostało. A oszczędził tylko zwierzęta. Trzeba to bardzo mocno podkreślić. Bóg Wszechmogący, Yahwe, kazał WYRŻNĄĆ mężczyzn, kobiety i dzieci, i niemowlęta. Pal licho jakby zdobyć tylko miasto, bo wojna to wojna, ale zdobyć, WYRŻNĄĆ do nogi wszystko co oddycha, i zniszczyć wszystko. Jeżeli to nie jest zło wcielone, to można z całą stanowczością kończyć świat, bo nic już nie ma sensu, a zbrodniarzy można śmiało usprawiedliwiać. Będąc w tym klimacie warto zwrócić uwagę na historię zdobycia Aj (Jozuego, rozdział 8), bo tam również ciekawie się stało.
Najzabawniejsze jest w tym wszystkim to, że wcale nie musiało dojść do czynu, który ową zemstę sprowokował. Wystarczyło, nie wiem, np. skierować marsz w inną stronę, żeby Amalekici nie dotarli do wojsk izraelskich. Albo np. dać kawałek ziemi, na którym nikt nie mieszka, albo, co kontrowersyjne, nie tworzyć czegoś nad czym nie można zapanować, by potem się nad tym pastwić.
To nie moja wina
Dosyć kontrowersyjnym poglądem jest myśl, że szatan został dosyć niewłaściwie przedstawiony, jako ktoś, kto jest źródłem wszelkiego zła. Zastanówmy się przez moment, dlaczego Pan Jutrzenka tak na prawdę został skazany na wygnanie.
Otóż nie wiadomo.
Samo pismo wprost nie mówi dlaczego. Możemy się tylko domyślać i interpretować, np. z Izajasza 14:13, że to poprzez pychę lub chęć detronizacji. Można sobie zadać pytanie, czy nie była to chęć uzasadniona. Bo jeżeli mamy rację i natura boska wcale nie jest naturą pobłażliwą i miłą, istnieje szansa, że był to ruch np. wyzwoleńczy. Wygodnym jest też zwalić całe zło na jedną osobę. Jest to jeszcze o tyle interesujący fakt, że wydaje się, że aniołowie byli pierwszą iteracją stworzenia i ono też zdało się nie wyjść tak jak planowano. Analogia do człowieczeństwa, lecz bez supermocy wydaje się tu być uzasadniona.
Pozorna łaska
Ale zaraz! Nic to! Nic stare testamenty! Stare przeminęło, wszystko stało się nowe! Bóg miłosierny spojrzał na swoje stworzenie z politowaniem i dał mu ostateczną szansę, której już nie sposób zmarnować. W geście nieskończonego poświęcenia i miłości przelewającej się przez wszystkie czary ziemi, wysłał nam swojego syna, który przeszedł przez cierpienia, które człowieczy umysł uznał za najgorsze. Bóg nie skazuje nas na śmierć, a daje nam życie. Koniec ofiar, ostateczna ofiara została złożona. Łaski może dostąpić każdy! Radujmy się i świętujmy!
Tylko po co?
Nie można było tak od razu? Albo chociaż dekretem? Trzeba było następne stworzenie skazywać na niewyobrażalne męki? W imię czego? Ciekawej historii i symbolizmu, który potem można przytaczać? Pamiętajmy również, że samo przyjście Jezusa na świat nie obyło się bez ofiar, bo jednym z etapów było zapowiedziane tysiące lat wcześniej (Jeremiasza 31:15), a w Mateuszu 2:16-18 potwierdzone, znów, wyrżnięcie dzieci i niemowląt. Po co? Czemu skazywać niewinne istoty na śmierć bez znaczenia? Komu to było potrzebne? Czy Bóg jest niespełnionym poetą i potrzebuje krwi by wersy sklejały się w bardziej dramatyczne strofy? Można by np. tego nie robić. Ale książkę czytało by się znacznie nudniej.
Podsumowanie
Okazuje się więc, że wcale nie jest taki dobry jak go malują. Brzemię sprowadzenia do życia świadomej istoty, którą się ma za nic, do środowiska, które go karze na każdym kroku i w którym walka jest niezbędną do przetrwania, wydaje mi się niezrozumiałe dla samego stworzyciela. Dodatkowo nie dając żadnego wyboru, jak tylko bezwzględne podporządkowanie, którego niedotrzymanie karane jest śmiercią i wiecznym cierpieniem. Brak celowości. Brak sensu. Cały ten świat zdaje się terrarium, które dla zabawy, bądź z egoizmu, zostało stworzone by zadowolić kreatora. Natura ludzka, która zdaje się być odzwierciedleniem boskiej, która to dąży do niezależności i bycia wolnym, zostaje karana najgorszą z możliwych kar. "W imię czego? Pychy Cezara?" - chciałoby się zacytować.
Jest to perspektywa dosyć niecodzienna, ale wydaje mi się uzasadniona. Bóg nie jest dobry. I nigdy nie był. Tworzenie narracji opartej o myślenie pozytywne i szukanie usprawiedliwień, to trochę jak bycie matulą, która wcale nie dostrzega, że jej syn kradnie innym dzieciom kanapki, bo on przecież kwiatki podlewa i on by tego nigdy nie zrobił. I tę perspektywę zbudowała sama Biblia i towarzysząca jej rzeczywistość.
Panie Boże. Dajże człowiekowi spokój.
Amen.
Komentarze